tak właśnie się czuję, trudno mi opisać co czuję, podświadomie cały czas, cały dzień próbuję sobie wytłumaczyć i odpowiedzieć na pytanie co tak na prawdę się dzieje ze mną i w mojej głowie.
Nie płaczę, staram się nie myśleć o tym co złe, co sprawia mi cierpienie...to jest dla mnie nowa sytuacja, teraz siedzę spokojnie, naprawdę spokojnie i nie zadręczam się...jednak czuję się jakoś nie obecna w moim ciele i umyśle...oderwana.
Zajmuję się pracą, potrafię rozgraniczyć złe samopoczucie, problemy samej z sobą jednak w chwili wolnego poszukuję odpowiedzi na to co jest tak dla mnie bardzo nie zrozumiałe. Jak to się dzieję, że potrafię tak się zdystansować?
Jednak teraz myślę o tym, że chcę pójść już na wizytę do Pani Oli... brakuje mi tego, na prawdę potrzebuje rozmowy, wytłumaczenia pewnych aspektów mojego życia i myślenia.
Do psychiatry idę za kilka dni, też się nie mogę doczekać bo potrzebuję obiektywnej opinii na mój temat, na temat leczenia bo nie chce popełnić gdzieś błędu, czegoś wytłumaczyć sobie źle i pogrążyć się...
Chciałabym odstawić leki, bardzo tego chciałam jednak teraz mam obawy czy to dobry pomysł, czy sobie poradzę... Jest na prawdę czasem ciężko.
Mam plan pojechać do domu i odpocząć od wszystkich i wszystkiego, dać sobie czas. W domu wiem, że zasypiając mój kochany piesek Yoko będzie zasypiała razem ze mną, przytulę się do niej i spokojnie zasnę. Wiem, że ona mnie nie odrzuci, daje takie niesamowite ciepło...
...Jak dziś zjadłam zupę, bardzo bałam się pójść do toalety zrobić wydawałoby się głupie siusiu, bałam się bo nie wiedziałam czy to co teraz dzieje się ze mną nie spowoduje, że będę chciała dać upust smutkowi, złości, że będę chciała zwymiotować. Myślałam idąc dam radę, dam radę....udało się dałam radę!!!
czwartek, 10 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz