czwartek, 28 lutego 2008

Ciągła walka z samą sobą



Czasami jest naprawdę pięknie...długo nie pamiętam o anoreksji , zapominam o niej. Czasami sama sobie mówię "już 2 tygodnie nie myślałam o chorobie" w tedy czuję się jakbym już wyszła z choroby, jak bym nigdy nie miała z nią do czynienia. Jednak czasem są takie dni, tygodnie..., że zaczynam sobie przypominać o chorobie czasem mnie to bardzo przeraża i męczy jednak staram się walczyć. Najgorsze jest to, że choroba wraca takimi falami i to w najmniej odpowiednim momencie...w takim momencie, w którym bym się kompletnie tego nie spodziewała. Zdaję sobie sprawę, że ona nie zapuka do drzwi lub nie powie "hej Julia przyszłam sobie...", wiem, że nikt nie jest w stanie przewidzieć kiedy dotknie mnie kryzys skoro ja sama tego nie mogę przewidzieć. Jak już się pojawi muszę walczyć. Przestałam mówić o chorobie, rozmawiać z innymi o tym co mnie trapi...znów mówię "nic mi nie jest" a w gruncie rzeczy jest bardzo źle. Być może boję się przyznać, wspomnieć, że coś jest nie tak żeby nikt nie zaczął się znów o mnie martwić i dramatyzować. Chyba dziś będę na prawdę szczera i powiem co mnie boli uzupełniając mojego bloga.
Rozmyślam sobie co mi jest, wiem, że dzieje się coś niedobrego ze mną, że czuję i myślę tak jak nie powinnam. Czasami boję się, że odniosę porażkę, że znów zacznie się ten koszmar. Być może przez to, że ostatnio mam trochę zmartwień, trosk i problemów. Może po prostu jestem przemęczona. Nie mam siły być ciągle silna i optymistyczna- taka super!!!.
coraz częściej zaczęłam się łapać, że myślę o tym co ile ma kalorii, że za późno jest na jedzenie, że tego nie powinnam jeść, że jak będę więcej jeść to przytyję, że powinnam się zważyć, że powinnam zacząć stosować jakąś dietę- wczoraj otworzyłam dietę "Jak schudnąć 14 kg w miesiąc", coraz częściej myślę o tym, że mieszam węglowodany z białkiem, często po zjedzeniu mam ochotę zwymiotować. Ostatnio nawet jak mój chłopak miał iść na spotkanie to słyszałam w swojej głowie "Wyjdzie, to pójdę zwymiotować". Jak robię coś sobie do jedzenia to analizuję czy nie za dużo ma kalorii, czy nie za dużo sobie nałożyłam....tak jak bym głośno to słyszała, jak by mi to ktoś mówił stojąc za mną.
Rano najchętniej bym nie jadła, czuję jakbym miała pełny żołądek, może podświadomie znów sobie wmawiam brak głodu, brak potrzeby jedzenia...chcę tak myśleć- jednak zdrowy rozsądek każe mi zjeść przed wyjściem i napić się czegoś. W dzień najchętniej też bym nie jadła. Teraz mam w oczach łzy, bo jak myślę o jedzeniu to autentycznie wszystko mi rośnie i robi mi się niedobrze. Nie wiem czemu tak jest. Cały czas próbuję samą siebie przeanalizować i znaleźć rozwiązanie. Póki co nie zaczęłam wymiotować i mam nadzieję, że tego nie zrobię. Nadal udaje mi się przezwyciężyć te destrukcyjne myśli...jednak boję się, że kiedyś nie dam rady, że popłynę, że to co mnie otacza, martwi, denerwuje, przysparza o przykrości wyrzucę robiąc sobie krzywdę. Wierzę w swój umysł, wierzę w swoją siłę, wierzę w słuszność założonego celu...i chyba dzięki temu jakoś się trzymam i walczę.

Chudnę chyba ze stresu, czuję się mało atrakcyjna, zmęczona. Ciągle się boje czy dobrze postępuję, czy to co robię jest dobre, czasami się duszę bo muszę ustępować, zgadzać się z czymś co mi przeszkadza dla świętego spokoju, nie widzę efektów swoich starań, pracy...czuję się jak bym ciągle była pod czyjąś presją. Chcę dobrze dla siebie i innych, chcę pomagać, czuć się potrzebna i czasem zaspokajać swoje potrzeby, pragnienia i marzenia jednak tego nie ma bo muszę ulegać, muszę pamiętać co mi wolno a czego nie, co mam robić i jak mam robić. To powoduje, że czuję się ograniczona, zamknięta....duszona. Nie chce być egoistą jak inni, ale czasem chyba inaczej się nie da bo czy ktoś tak naprawdę docenia dobroć i potrzeby drugiego człowieka???

wtorek, 19 lutego 2008

Grona i fora PSEUDOanorektyczek


Ostatnio otrzymałam informację, że są grona o anoreksji...wiem, ze istnieją jednak nigdy ich nie czytałam, nie zaglądałam na nie. Były zawsze jakoś daleko ode mnie/ poza mną. Nie powiem, bardzo mnie zaintrygowała ta informacja i stwierdziłam, że może odwiedzę te grona. Pomyślałam sobie, pewnie w większości jedna z drugą się "targują", która jest chudsza, co robić by być chudszą, ile się je, że ta je mniej itd...w gruncie rzeczy chciałam się mylić. Jednak jak zaczęłam czytać te grona to, aż zaczęłam własnym oczom nie wierzyć!. Jak czytałam to to na prawdę byłam strasznie rozczarowana tym jak te dziewczyny podchodzą do życia i do "choroby" jaką jest anoreksja!. Jak nie szanują same siebie i innych, te epitety, które stosują o rodzinie, znajomych, innych po prostu mnie przerażało jak można być tak okrutnym i zamkniętym. Nie chciałam się zrażać jednak tego na prawdę nie daje sie czytać!Powiem Wam, że one "przekrzykują się" co robić by chudnąć, by jeść mało kalorii, co robić by się przeczyścić, co stosować by wypełnić żołądek....Żadna z nich nie pisała o niczym zdrowym, każda mobilizowała drugą do głodzenia, do zabijania się. One niby są blisko ale każda z nich to diabeł, który zabija inne osoby. Uwagi na temat wypij barszczyk knorra i nic nie jedz nie jest mobilizacją do jedzenia!!! Żadna nie powie, że "dziś zjadłam chlebek z serem i pomidorem, mandarynkę, wypiłam sok, zjadłam spagethi i jabłko a na kolację bułkę z dżemem", każda tylko pisze zjadłam pieczywo wasa z czymś tam a druga na to eee ja nie jem tego bo to ma tyle i tyle tłuszczu. Najbardziej mnie "śmieszyły" pytania ile trzeba ćwiczyć by zrzucić 200kcl bo zjadłam jogurt i ciasto drożdżowe, albo batona.
Jaka kol wiek dobra rada napisana na "ich" gronie to zamach na nie. Ostatnio nawet jedna napisała, że chciałaby mnie zabić, że nie na widzi "zbawców"- tak mnie nazwała. Jedna popiera drugą. Co najważniejsze one wyraźnie mówią, ze tak jest fajnie i nie chcą się leczyć,.....
Podsumowując, chciałabym napisać, że takimi dziewczynami na prawdę nie warto się jest przejmować, mnie bolało to co pisałam a one tylko potrafią człowieka zjechać. Nigdy nie wejdę już na takie grona, bo to strata czasu. Ważne co chcę powiedzieć to to, że te dziewczyny nie są anorektyczkami, są pseudo anorektyczkami (lub pseudo bulimiczkami). Nikt kto zachoruje, nie szczyci się tym tak jak one na tych forach, nikt nie mówi, że anoreksja jest fajna i , że w niej jest dobrze. Ja się tego wręcz wstydziłam, nikomu się z tego nie zwierzałam, nie chciałam mówić co jem i jakie metody przeczyszczania stosuję. Nawet teraz nigdy nie napiszę moich sposobów na chudnięcie, kłamanie itd bo to nie jest blog o instruktażu "jak zostać anorektyczką" lub przewodnikiem "co robić by być superanorektyczką"!!!! Każda chora na anoreksję dziewczyna chce wyjść z choroby i buntuje się przeciwko niej. Oczywiście, długo się nie wierzy w to, że się jest chorą, powiedzieć to jest trudno.
Mówią, że choroba ogarnia coraz więcej osób tak to prawda, tylko najgorsze jest to, że dużo dziewczyn, młodych dziewczyn uważa to za swojego rodzaju modę....

wtorek, 5 lutego 2008

...NOWE ŻYCIE...


Szczęście. Radość.
...to uczucia, które towarzyszą mi od kilku dni.
1/02/2008 to przełom mojego życia. Wyprowadzka z domu rodzinnego, zamieszkanie z ukochanym w nowym mieszkaniu. Rozpoczęliśmy życie na własny rachunek. Nadal jestem w szoku, nadal nie mogę uwierzyć, że już się przeprowadziliśmy. To jak sen.

To jest niesamowite osiągnięcie dla mnie, że postawiłam na swoim i w wieku 22 lat jestem już samodzielna, pracuję, studiuję i nie żyje na koszt rodziców.
Cudownie jest wiedzieć, ze nikt mnie już nie będzie strofował, wtrącał się w moje życie, mówił co mi wolno a czego nie!
Jestem tak zadowolona i szczęśliwa, że nie w głowie mi załamywanie się i wymiotowanie.
Jest to nowe życie, które ma być piękne bez choroby.
Ana została sama w Markach, nie została zaproszona do nowego mieszkania, do mojego nowego domu. Będę ją czasem odwiedzać i śmiać jej się w twarz jak tylko będzie chciała zrobić mi krzywdę!!!
Czuję się wolna, na prawdę wolna!!!

Teraz sobie myślę, Juluś jaka Ty jesteś silna, żyjesz, nie poddałaś się! Niewątpliwie moja choroba jest największą szkołą życia, udowadniam sobie każdego dnia, że jestem naprawdę silną osobą, że już nic nie jest w stanie mnie złamać, poniżyć, zadać taki ból i cierpienie!!!

Sprawdza się przysłowie : " CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI" - to prawda!

Jestem przykładem, że jeżeli tylko się chce można pokonać wszystkie nie przeciwności losu. Grunt to przyznać się do swojej choroby,lęku, uzależnienia, do tego co Nas boli i przeraża! Mówienie o tym co siedzi głęboko w Nas nie jest słabościom! Ja uważam, że wręcz przeciwnie! Sztuką jest powiedzieć szczerze o tym co Nas boli, trapi, z czym się nie zgadzamy!!!Ile razy wpadałam w podziw jak spotykałam ludzi, którzy mówili o sobie, o swoich problemach...zazdrościłam tej sztuki, bo ja tak nie umiałam, wolałam trzymać wszystko w sobie, zadręczać się i przejmować!Teraz i ja to umiem i czuje, że to jest im sukcesem!. Jeżeli tylko chcesz pomocy i jesteś gotowa na podjęcie ciężkiej walki, bez kłamstwa to zawsze znajdzie się sztab ludzi, którzy zechcą Ci pomóc osiągnąć sukces...tak jak ja miałam ze swoją chorobą!
Takie osoby nazwane są " Aniołami w ludzkiej postaci"- są wszędzie, tylko trzeba otworzyć oczy i rozejrzeć się...
otwórz wszystkie zmysły i serce... Anioły w ludzkiej postaci są na prawdę koło Nas, na wyciągnięcie ręki......