
Długo nie odwiedzałam swojego bloga....dużo zmian nastąpiło w moim życiu, ale myślę, że mimo wszystko bardzo pozytywnych. Mimo, że wylałam litry łez, mimo, że zjadały mnie nerwy, mimo zmęczenia i zagryzanych zębów, mimo bólu serca i chwilowych załamań.... Nie ukrywam, że zamienienie wymiotów na płacz i złość było nie lada wyzwaniem (cały czas jest) to ten zabieg się udał. 1 czerwca 2008 r. minął rok jak nie jestem w zaawansowanym stadium anoreksji. Nie wymiotuje i jestem z tego bardzo dumna. Teraz sama się łapie, że jak się wypłaczę to mówię sobie: "Juluś nie pomyślałaś o wymiotach!" bardzo mnie to cieszy i napawa optymizmem. Zaczęłam normalnie jeść - czasem są dni kiedy myślę o głodówce, o ograniczaniu kalorii ale jest to chwilowe i przechodzi. Mam teraz tyle obowiązków, że raczej nie mam czasu na myślenie o anoreksji i ograniczaniu kalorii(zresztą szkoda czasu i sił na powracanie do czegoś co sprawiło tyle bólu zarówno mnie jak i moim najbliższym) jedynie co wraca to wizja tej okropnej chudości. Jak widzę na ulicy takie chude tyczki, aż mnie skręca, ale nie z zazdrości ale z obrzydzenia. Te trupy, które chodzą po ulicach, czy sprzedają w sklepach to paskudztwo, mówię sobie w tedy "dzięki bogu, ze ja już tak nie wyglądam". Oczywiście nie mogę powiedzieć, że jest "zajebiście" bo mam kryzysy i to bardzo często. Dużo płaczę, denerwuje się i czasem sama nie wiem o co się czepiam, ale grunt, że nie wymiotuję. Jeżeli to ma być również ceną pożegnania choroby i nie powrócenia do niej to ja jestem za. Bywa, że czuję się brzydka i nieatrakcyjna, do tej pory wstydzę się chodzić w obcisłych rzeczach, w krótkich spodenkach czy spódnicach, często mam fazy, ze przed wyjściem do pracy przebieram się z 15 razy- poważnie, te 15 razy to na poważnie. Nie jest to fajne ale niestety jakoś nie umiem tego całkowicie wytępić. Ostatnio rozmawiałam z jedna Panią doktor z mojej uczelni, powiedziałam jej o mojej chorobie i to co codziennie przypominam sobie z tej rozmowy to " I CO Z TEGO?" ... kiedy powiedziałam Pani doktor o moich natręctwach, powiedziała, że jeśli myślę sobie "Julka brzydko wyglądasz" lub "lepiej nie jedz bo przytyjesz" to szybko odpowiedz " i co z tego?" tak robię i to działa. Dodatkowo mój kochany Jasiek mówi mi codziennie, ze jestem ładna i niczego mi nie brakuje ...czasem tylko napomknie o tym, że przydałoby się jeszcze kilka kilo, ale ja ani śnię o dodatkowych kilogramach...dobrze jest jak jest :-)
Na wpływ mojego złego stanu samopoczucia, grymasu na twarzy, zdenerwowania, czy zaburzonej wizji siebie również wpływ mają moje ciągle chorujące jelita-syndrom jelita drażliwego nie należy do przyjemnych- czasem autentycznie boje się jeść bo boję się bólu, dyskomfortu oraz wzdęcia kiedy wydaje mi się, że jestem gigantyczna. Odkąd zamieszkaliśmy z Jaśkiem razem, oboje mamy dużo obowiązków, ja w nowej firmie o wiele więcej pracuję, dodatkowo mam do pokonania całą w-wę w korkach rano i po południu co bardzo mnie męczy, dodatkowo uczelnia w co drugi tydzień , na którą nie mam siły chodzić, a co powiedzieć o nauce do sesji kiedy po pracy padam i nie mam siły na nic :-( z Jasiem mniej się widujemy, czasem ta tęsknota powoduje u mnie frustrację i smutek. Ja wiem, ze życie się zmienia jednak tęsknota za swoja miłością jest silniejsza. Dodatkowo presja uczelni, że muszę chodzić, uczyć się, aby zdawać w pierwszych terminach (aby nie płacić za drogie poprawki), zdobyć wykształcenie wyższe (aby nie być nikim, nie być "tępakiem" w środowisku czy znajomych, czy przyjaciół, czy rodziców) - ile łez ja już wylewam bo tak strasznie ciężko mi pogodzić pracę i uczelnię, czasem ewidentnie sobie nie radzę i popadam w histerię. Przytłacza mnie brak czasu na chodzenie na angielski, za które płaci moja mama -nawet jak chodzę to się nie przykładam bo jadę po pracy, jestem zmęczona, mój mózg już nic nie przyswaja. Boli mnie to, że nie mam czasu ani sił na rolki, basen czy na jogę, czasu na coś co by mnie oderwało od szarej codzienności i pomogło zadbać o lepszą kondycję bo teraz czuję się taka "zdziadziała" mimo tylko 23 lat! Strasznie ciężko mi jest przełknąć zakaz posiadania zwierzaka, bardzo tęsknię za moją Yokusią, małym Słonikiem, za spacerami z pieskiem, za patrzeniem jak mój mały żółwik je sałatę czy pomidora- jak mieszkałam z rodzicami to potrafiłam ok godziny patrzeć jak mój żółw je czy się wygrzewa, tęsknię za rozpychającym się w nocy Yokonkiem....:( póki co zostają mi kwiatki, których w domu mamy dużo. Te troski, które codziennie są ze mną powodują straszny ból i smutek, czasami emocje się kumulują i wybucham płaczem, złością...mam w tedy ochotę wszystko roznieść, zniszczyć, a każdego uważam za swojego wroga w tedy krzyczę, płaczę, mówię tego czego normalnie bym nie powiedziała, czepiam się o byle drobiazg a potem uciekam i nie odbieram telefonów....zresztą zazwyczaj nie odbieram telefonów...oczywiście oprócz tych na tel służbowy. Lubię swoja pracę, lubię nasze mieszkanie, lubię tą wolność jednak obowiązki, które mam chyba jeszcze teraz nie są na moje siły zwłaszcza, że nie mam czasu na regularne chodzenie na wizyty do Pani Oli. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się wszystko pokonać, znaleźć gdzieś siłę , która pomoże sprostać mi tym wszystkim obowiązkom, które na siebie wzięłam. Bardzo bym chciała czerpać z życia jak najwięcej, zrobić jeszcze tyle rzeczy w swoim życiu .... Dobrze, ze w miłości jest dobrze po zgrzytach "docierania". Mieszkamy sobie razem, jesteśmy szczęśliwi ze sobą , możemy na siebie liczyć, jesteśmy dla siebie oparciem, wsparciem, nadzieją, razem się śmiejemy, razem się smucimy, razem sobie dokuczamy :-) szkoda tylko, że tak mało czasu razem spędzamy:-(
a fotka z żółwiem tak dla polepszenia humoru :-)
2 komentarze:
Julka trafiłem tu przypadkiem... koty już tak mają, wałęsają się i wszedzie wsadzają ten swój wścibski, koci nos...
Przeczytałem wszystko... ogromne emocje, dramat, ból... przekaz zawarty w Twoich słowach... był dla mnie jak film, historia kogoś, kto walczył z samym sobą... co jest najtrudniejsze... dlugo jeszcze po przeczytaniu myślałem... zawieszony na fotelu...
Ciesze się, że udało Ci się... że jest lepiej...! Może dobrze, że teraz masz dużo obowiązków... jest czym zająć głowę...
Czytając to wszystko... było mi przykro, że tyle cierpienia w tym jest... teraz... ciesze się... że poradziłaś sobie w tych najgorszych chwilach...
Bądź dzielna - tyle przeszłaś... teraz będzie już tylko lepiej...
Ciepło pozdrawiam...
- said the Cat, and vanished. [...]
Bardzo dziękuję za ciepłe słowa:)
To bardzo miłe:)
Dziękuję i ściskam
:)
Prześlij komentarz