Przez ostatni czas w pracy było dużo stresu, nerwów i moje rezerwy baterii nikły z dnia na dzień.
Codzienny płacz i brak sił do wstania...zresztą mój chłopak miał to samo. To co mnie, jego (nas) trzymało przy funkcjonowaniu z dnia na dzień była wizja nadchodzącego, dwutygodniowego urlopu, upragnionego, którego nigdy nie miałam od ponad 4 lat pracy.
Kupiliśmy Last Minute do Turcji. Wakacje cudowne. Totalne lenistwo i beztroska. Upał, słońce, basen, muzyka, plaża, morze...cóż chcieć więcej.
Teraz naładowana nową energią walczę z codziennością. Jak to przekłada sie na mnie napisze niebawem.
wtorek, 1 września 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)