poniedziałek, 14 czerwca 2010

Maj

Maj 2010-05-24
Czas leci nieublaganie...nie ma co mówić. Szkoda, że brakuje czasu na normalne życie, to jest coś z czym ja sama nie umiem się jakoś pogodzić.
U mnie bardzo dużo życiowych zmian, które wydają się ...mam taką nadzieję wyjdą tylko na dobre, zwłaszcza, że do tych decyzji dojżewałam i nie bałam się zaryzykować. W związku z tym, że psychicznie czułam się słabiej wróciłam na terapię, dla swojego własnego bezpieczeństwa i aby nie stracić kontroli nad tym co wypracowałam, co sama osiągnęłam. Chodzę nadal na terapię i odkrywam w sobie to co jeszcze wymaga zmiany, ale też to co zbudowałam, zweryfikowałam i wprowadziłam w codzienne życie, co pozwala mi żeby się trzymać i nie upadać za każdym razem kiedy ktoś Cię krzywdzi, zawiedzie czy spowoduje, że czujesz się bardzo wykorzystany.
Od kwietnia nie pracuje w swojej starej filmie. Byłam tak wkurzona, zdenerwowana, zestresowana i sfrustrowana przez ostatnie 8 miesięcy pracy tam, że każdego dnia praca przynosiła coraz mniej satysfakcji, a w końcu nie przynosiła nic oprócz ciągłego ciśnienia, nerwów, walki...kiedy już nie chciałam wstać z łóżka i pójść do pracy stwierdziłam, że jest bardzo źle i coś trzeba z tym zrobić jak najszybciej- za bardzo odbijało się to na moje wewnętrzne, zdrowe funkcjonowanie. Dodatkowo organizm znów odmawiał posłuszeństwa bo byłam fizycznie i psychicznie wyczerpana. Stwierdziłam, że walić kryzys, którego wszysc się boją, muszę zawalczyć o siebie o swoje zdrowie i zaczęłam szukać pracy.
Znalazłam nową, z perspektywami rozwoju, nauki, rozwijania siebie. Tak przynajmniej mi się wydaje na razie... Jednak mam juz swoje wnioski, swoje przemyślenia nad swoją dalszą „zawodową” drogą. Póki co ostatnie 2 tyg były koszmarne, płacz, łzy, zgrzytanie zębami z niemocy, stres, stres, stres w mega wydaniu...jednak chyba nie na moje siły, nie na moje nerwy, nie na moje życiowe plany i wartośc, które tak bardzo chcę bronić w tych czasach. Ostatnio z nerwów zgubiłam 3kg jak z palca strzelić, nie chce aby tak było, nie chce aby stres mnie tak męczył... szukam sensownego rozwiązania na życie, które będzie nieco bardziej spokojne, bardziej zależne ode mnie a nie od pracy. Co mnie boli to to, że nigdy nie wiem o której wyjdę, o której zadzwoni telefon służbowy kiedy jestem juz w domu po pracy, to, że nic nie mogę zaplanować, to, że muszę wysłuchiwać pretensji klientów i nie móc powiedzieć nic na obronę, muszę słuchać, przytakiwać, nie mogę skupić się bardziej na uczelni bo brakuje mi w tygodniu wiecznie czasu albo przychodzę wyczerpana. Ciągle ścigam się z czasem, z pracą.
Co jest ważne w tym wszystkim, że nadal nie wymiotuje mimo czasem ogromnego stresu. Wiadomo pojawiaja się myśli, żeby to zrobić ale dzielnie się trzymam. Walczę codziennie ze sobą. Czasem jest bardzo trudno, ale naprawdę daję radę i z tego jestem dumna. Jeszcze sporo pracy przede mną, aby w końcu siebie zaakceptować tak w pełni, nie bać się kilogramów, wagi i jedzenia, ale równie dużo już za mną i to bardzo mnie mobilizuje. Jeszcze mój chłopak, nasze plany, nasze życie ... to jest iskra która pozwala na to, że ogień nadal się pali. Jesteśmy szczęsliwi, jesteśmy wsparciem dla siebie na wzajem. Żyjemy sobą i dla siebie, więc mnie też nie może zabraknąć.

Brak komentarzy: