piątek, 6 kwietnia 2012

2012 po przerwie

Witam po długiej przerwie.
Na samym początku chciałabym powiedzieć, że mam się dobrze. To, że zniknęłam ze swoimi postami nie znaczyło, że coś się ze mną stało. Wręcz odwrotnie, nie wiem gdzie mi ten czas minął. Przez ten cały czas rozwijałam siebie, swój związek i karierę zawodową. Wszystko idzie do przodu. Nadal chodzę na terapię- co 2 tygodnie, regularnie:), zmieniłam pracę i od roku jestem zadowolona z pracy i czuję, że się rozwijam. Nie wymiotuję. Nie zamykam się w domu. Spotykam się ze znajomymi, normalnie zaczęłam funkcjonować w społeczeństwie. Nie zawsze jest kolorowo, nie mogę powiedzieć, że pokonałam chorobę, że już nie mam myśli jedzeniowych i analiz...one nadal gdzieś tam są, ale na terapii i sama wypracowałam sobie dużo mechanizmów obronnych oraz strategie radzenia sobie z chorobą, z przezwyciężaniem jej. Od ostatniego wpisu jem już zdecydowanie więcej, jem różne potrawy, bardzo zróżnicowane i wartościowe. Zdrowe. Jem masło, oliwę, pieczywo, warzywa, owoce, czasem słodycze, mięso, piję kawę z mlekiem, jem lody, pijam czekoladę na gorąco i wiele wiele więcej. Na świętach czy obiadach rodzinnych też nie wybrzydzam, jem z rodziną to co oni, ciesze się jak chodzę do restauracji. Już nie rozkminiam i nie pilnuję jak ktoś dla mnie gotuje. To jest super! Dodatkowo tyle ile produktów ograniczałam teraz już są w mojej diecie. Próbuję nowych smaków, potraw, nowinek kulinarnych- Już nie ograniczam sobie jedzenia i nie fiksuję się, ze tego nie mogę a tamto mogę bo light. Z produktów light zrezygnowałam już dawno temu. Oczywiście analizuję jeszcze zyski i straty z jedzenia, ale co najważniejsze jem. Wiecie co się potwierdziło? że jeść trzeba, aby mieć jasność umysłu, aby nie być zmęczoną, mieć siłę walczyć o siebie. Walczyć z codziennością, z problemami i z chorobą. Jeść też trzeba aby mieć spokojny sen, aby głowa nie bolała, by zdrowieć. Tyle już lat terapii i jeszcze parę lat przede mną, ale jest lepiej. Jem sobie i jestem szczuplutka. Nadal nie mogę spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że jestem piękna i wiecie co... w dupie z tym lustrem, nie będę w nie patrzeć skoro nadal widzę siebie grubszą i brzydszą. Na zdjęciach widzę dopiero, że jestem chudziną i kostki mi wystają i w tedy myślę sobie o fuj, to ja taki chudzielec??? :) Cieszę się, że kończę studia, niebawem będę musiała bronić magisterki, która się tworzy w wielkich bólach ze względu na brak czasu:). Już mam plany na studia podyplomowe. Ciesze się, że realizuję swoje plany, swoje marzenia. Gdybym pozwoliła chorobie mnie owładnąć, nie miałabym tego co mam, nie miałabym siły realizować marzeń. Chcę niedługo mieć dziecko, zdrowe dziecko, założyć rodzinę. Cieszyć się życiem i budować nową przyszłość.
Dla wszystkich niedowiarków, którzy nie wierzą, że anoreksje można pokonać ja powiem tylko tyle, że jeśli się chce, jeśli się chce żyć i być szczęśliwym, jeśli się chce być wolnym to można. Podstawa to terapia. Rozwój osobisty to kolejny etap do którego każdy kto chce zdrowieć sam dojdzie. Trzeba zamknąć przeszłość, poukładać ją, zrozumieć, zaakceptować a potem odłożyć na strych, żeby się kurzyła... Pozdrawiam i wszystkiego dobrego na święta!